poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Wspólny długi weekend


    Ten weekend należał do naszej rodziny. Jak dawniej. Bo odkąd otworzyłam kawiarnię, to weekendy spędzałam w pracy a moi chłopcy bawili się beze mnie. Troszkę było mi smutno z tego powodu, ponieważ uwielbiam spędzać razem czas.
Poza tym niedziela nie była wyjątkowo dobrym dniem handlowym. Może przez to, że było ostatnio bardzo gorąco i rodziny w weekendy wyjeżdżały nad wodę i po kawiarniach nikt nie chodził? Nie wiem, zobaczymy. Jeśli po wakacjach tak nadal będzie, to zamiast wolnego poniedziałku zrobię niedzielę.

W ten długi weekend postanowiłam zamknąć kawiarnię, po pierwsze dlatego, że w sobotę mieliśmy osiemnaste urodziny chrześnicy mojego męża, a po drugie, że w piątek wypadało święto, więc pomyślałam, że już w  niedzielę też zamknę. Trochę dziwnie taki długi "urlop". Teraz patrzę na to z perspektywy własnej działalności, własnego biznesu.
Ale mam nadzieję, że klienci się nie gniewają :-))

Weekend spędziliśmy wspaniale i bardzo aktywnie. Pewnie był to nasz ostatni wakacyjny wspólny wypad.
W piątek pojechaliśmy do Wierzchosławic , do lasku, w sobotę na urodziny, a w niedzielę do Zatoru
-  do Krainy Dinozaurów i nie tylko.
Byliśmy tam już chyba czwarty raz, ale nadal bardzo się tam dzieciom podoba.  Myślałam, że Miłosz będzie się bał na widok wielkich dinozaurów, ale gdzie tam. Nie chciał jedynie podchodzić blisko. Za to z uwagą je oglądał i podziwiał.

Polecam wszystkim , którzy jeszcze nie widzieli tego parku. Ale ostrzegam. Murowane kilka godzin zwiedzania i oglądania. Bo oprócz dinozaurów, jest jeszcze świat mitologii, świat bajek i zwierząt wodnych, świat owadów i wiele, wiele innych atrakcji.  A ludzi?.... Mnóstwo było.














wtorek, 12 sierpnia 2014

Luźne wnioski


    Usypiałam właśnie Miłoszka i tak leżąc na łóżku rozmyślałam. Gdy tak leżę, to najwięcej pomysłów mi się pojawia oraz przypominam sobie wtedy czego nie zrobiłam a miałam zrobić, albo co powinnam zrobić dziś jutro, pojutrze... Czyli nie odpoczywam, tylko pracuję , myśląc.

Ostatnimi czasy jak wiecie całe nasze życie kręci się wokół Cafe Mama. Można by rzec , że to takie nasze czwarte dziecko, które wymaga teraz wzmożonej naszej uwagi i czasu, aż stanie samo na nogi i nie będzie aż tak bardzo absorbujące.
Uczę się wszystkiego co związane jest z prowadzeniem działalności. Zaskakują mnie co rusz to nowe jakieś absurdalne przepisy, okoliczności itp.
Np. ostatnio zadzwoniła do mnie jakaś pani i zakomunikowała mi, że..." aby móc odtwarzać muzykę z radia, cd, czy TV w lokalu muszę mieć na to pozwolenie". Czyli najprościej mówiąc muszę opłacać abonament miesięczny za muzykę. I niby nie jest to abonament wysoki, bo 20 parę zł miesięcznie, ale.... jak zaczęliśmy się wgłębiać w te informacje z Łukaszem, to doszliśmy do tego, że oprócz płacenia tegoż abonamentu, należy opłacać również tzw. ZAiKS, STOART, SPAV,  SAWP itp (cokolwiek to znaczy :-)))

A to już wtedy nie są takie małe pieniądze, bo po podliczeniu wychodzi ponad 200 zł miesięcznie. To sporo.Dlatego, dzięki mojemu szwagrowi, który dał mi link, znalazłam fajny sklep internetowy MusicDays.pl jest własnością firmy EJFA, która zajmuje się produkcją, dystrybucją i sprzedażą niezależnej muzyki zwolnionej z opłat za publiczne odtwarzanie.
Kupiłam więc dwie płytki za 80 zł i będę miała "dożywotnie " odtwarzanie muzyki. Aż mi się znudzi :-)) A jak przyjdzie jakaś kontrola, to pokaże im Certyfikat i mam ich z głowy. Z tego co czytałam to większość lokali tak robi. Jest to całkowicie legalne.

Muszę Wam napisać, że bardzo podoba mi się ta praca. W kawiarni oczywiście.  Robię to co lubię, sprawia mi to przyjemność. Mam kontakt z fajnymi ludźmi oraz jeszcze fajniejszymi małymi klientami. Dzieciaczki, które przychodzą do kawiarni są świetne. Mam też stałych najmłodszych klientów i stałe bywalczynie - pomocnice- moje byłe uczennice. 
Gdy pierwszy raz przyszły do kawiarni mocno się zdziwiły, gdy zobaczyły mnie za ladą. I od tego czasu są codziennie. Przychodzą, pomagają w sprzątaniu, chyba czują się zobowiązane, bo kilka razy dostały małe przekąski . Aż mi głupio, gdy dostaję od nich wiadomość na Viberze " pani Kasiu dzisiaj przyjdziemy trochę później posprzątać " ;-))
Kochane są i dotrzymają mi towarzystwa, gdy akurat nie ma klientów.
 
No dobra, to tyle jeśli chodzi o kawiarnię. Teraz może troszkę o moich łobuziakach. Pewnie niektóre z Was widziały zdjęcia na Insta. Wczoraj miałam wolny poniedziałek i pojechałam z całą trójką do alergologa. Do kontroli był tylko Maks, ale wzięłam wszystkich, bo obiecałam im lody w Mc Donaldzie.
Mówiąc delikatnie - trochę się im w tej poczekalni zaczęło nudzić i takie oto wygibasy zaczęli tworzyć. Generalnie nudzić się z nimi nie można i odpocząć też nie :-))


 Piknik na balkonie


W Mc Donaldzie też było "wesoło" 



Pozdrawiam Was ciepło i do następnego razu. :-))
 
.

sobota, 2 sierpnia 2014

18 miesięcy Miłoszka


Półtora roczku. Tyle ma już Miłoszek. Kiedy to zleciało?  Nie mam pojęcia.  Ucieka ten czas niezmiernie szybko. Chyba za szybko.

Niedawno przecież dowiedziałam się o ciąży, był strach i niedowierzanie a teraz mogę cieszyć się swoim najmłodszym szczęściem już półtora roku.

Wszyscy mówili mi w ciąży, że zobaczysz trzecie dziecko, to złote dziecko. Nawet nie odczujesz, że je masz.
Z tym, że jest "złote " mogę się zgodzić, zresztą każdy z moich synów jest "złoty " a nawet "diamentowy" na swój sposób, ale żebym jakoś szczególnie odczuwała, że go nie mam to nie do końca tak jest.
Ale myślę, że spowodowane to jest tym, że są razem we trójkę więc można sobie wyobrazić jak to wygląda.
Gdy tylko Mieszko coś sobie weźmie to Miłosz zaraz to chce mieć i jest wtedy głośno, bo żaden nie ustąpi.
Miłosz potrafi postawić na swoim, jest żywym i energicznym dzieckiem.
Uwielbia swoich starszych braci. Bardzo dobrze dogaduje się z Mieszkiem, chodzi za nim krok w krok,  mimo, że czasem dostanie od niego po głowie.

Zasypia prawie samodzielnie w łóżeczku i śpi całą noc, czasem przebudzi się napić wody.
Ale po odstawieniu od piersi nie pije mleka. Nie chce żadnego. Próbowałam różnych, nawet smakowych i nie bardzo mu smakowały.  Więc mamy problem ze śniadaniami i kolacjami, bo musimy kombinować, ponieważ kaszki też od jakiegoś czasu odrzucił.
Ale skłamałabym, gdybym napisała , że jest niejadkiem.  Nie. On je tylko wtedy, gdy chce i gdy jest naprawdę głodny. Potrafi wziąć za rękę i prowadzić do kuchni wołając "daj" i pokazując na miseczkę.

Jeśli chodzi o nowe umiejętności w mówieniu, to nie do końca mamy się czym pochwalić.
 "mama, tata, daj, no i uwielbiane ostatnio - nieee ",  to tak naprawdę jego jedyny zasób słownictwa.
A i "taa", czyli tak.
Ale jakoś specjalnie się tym nie przejmuję,  przyjdzie jeszcze na niego czas.
Pamiętam jak Maksiu w wieku dwóch lat mówił pięknie całymi zdaniami, że wszyscy się dziwili.  Ale każde dziecko rozwija się swoim własnym tempem i nie ma co porównywać go do innych dzieci, nawet do braci.
Bo niby podobni do siebie a tak naprawdę każdy inny na swój sposób.
Jeden jest bardziej wrażliwy, drugi większy chuligan. Jeden lubi jeść płatki z mlekiem drugi i trzeci może żyć na samych owocach i.... słodyczach- to akurat Mieszko.
No i niestety Miłosz również taki się zapowiada.
Uwielbia słodycze, zwłaszcza czekoladę. Był moment, że aż się cały trząsł, gdy tylko słyszał szelest opakowania. Teraz staram się czekolady nie kupować wcale, a jak już to tylko mleczną i po jednej kostce raz na jakiś czas.
No i polubił lody. Jak wszyscy trzej. Gdy był młodszy, to lody były dla niego za zimne i nie chciał. A teraz na sam widok loda woła - daaaaaaj - i się cieszy.

Zmykam Kochani do kawiarni. Życzę miłego weekendu wszystkim.


edit

Moja siostra Anetka, przypomniała mi w komentarzu o słowie, które Miłoszek namiętnie używa a które ja zapomniałam. "Wow" , czyt. "łał". Jego ulubione słowo, jeśli czymś się zachwyca. Super to wygląda :-))