piątek, 11 lipca 2014

Lekki mętlik i zamieszanie oraz 4 latka Mieszka


   Musicie mi wybaczyć ;-). Trochę zaniedbałam bloga i pisanie postów, ale dużo się dzieje. Muszę wszystko dograć , poukładać i w końcu ruszyć z kawiarnią.

Strasznie się boję tego otwarcia. Żeby wszystko było zapięte na ostatni guzik. Nie wiem jak zrobić z menu, czy od razu wprowadzić na otwarcie wszystko to co chcę żeby było, czy pomalutku dodawać codziennie po jednym daniu?
 Generalnie będą przeważały muffinki (logo kawiarni), ze dwa rodzaje ciasta, gofry, naleśniki na słodko z serem, konfiturą , owocami, pancake`sy - placuszki amerykańskie z syropem klonowym lub konfiturą, to na słodko. A na słono: zupa dnia - i tu krem z cukini, pomidorowa, krem z porów, z groszku, w sumie jest plan aby codziennie była inna jedna Zupa dnia, albo co drugi dzień.
Do tego tarta ze szpinakiem, suszonymi pomidorami i fetą oraz makaron tagliatelle z cukinią i suszonymi pomidorami.

A tak śniadaniowo chcę aby był: omlet, śniadanie po angielsku (jajko sadzone, kiełbaska, warzywa świeże) oraz śniadanie po francusku (chałka lub drożdżówka, konfitura, nutella, masło, owoce świeże).
Do tego świeże soki wyciskane, koktajle owocowe, desery lodowe.
I to chyba tyle.  I nie wiem, czy w dniu otwarcia powinno być już wszystko , czy stopniowo dodawać do karty ?? Jak myślicie? Pomóżcie, bo mam lekki mętlik już w głowie.

A w ogóle to chciałam napisać post o urodzinach Mieszka, które w zasadzie nie odbyły się tak z pompą.
Bo 4 latka Mieszko skończył dokładnie w środę, więc w środku tygodnia. I jako, ze przyszła niespodziewanie babcia z dziadkiem i wujek, pobiegłam i kupiłam "gotowca" - tort. Bo Mieszko był zawiedziony, ze jak to nie będzie dmuchał świeczek jak ma urodziny??

Więc oto Miesiu i jego dmuchanie urodzinowego tortu.

Ps. Przepraszam za naszą ławę :-)) oklejoną, ale jest to jedyna niezawodna ochrona przed różnego rodzaju guzami i rozcięciami.








niedziela, 6 lipca 2014

Między nami sąsiadami


   Od zawsze mieszkałam w bloku, takim z płyty. Pamiętam mnóstwo koleżanek na podwórku pod blokiem, wspólne zabawy, oraz kilka nocy, które spędziłyśmy w rozbitym namiocie pod balkonami.

Pamiętam sąsiadów, ciocie- tak zwracałam się do kilku sąsiadek. Można powiedzieć, że rodzice nasi "zachodzili się". Zdarzały się wspólne imieniny, czy Sylwester. Kiedy któraś z sąsiadek upiekła ciasto, czy rogaliki częstowaliśmy się wszyscy wzajemnie. A gdy zdarzyło się, że mamie brakło mąki, czy cukru sąsiadka nie jeden raz "ratowała".

W naszym mieszkaniu zawsze było dużo dzieci, takie małe przedszkole. Nas czwórka i dzieci sąsiadów. Uwielbiali przesiadywać u nas w domu. Zawsze mama wszystkich częstowała czymś dobrym do jedzenia.
U nas nikt nie był głodny, żadne dziecko sąsiada.

W dzisiejszych czasach takie bliskie stosunki  z sąsiadami to już raczej rzadkość. Zamknęliśmy się w czterech ścianach, a życie towarzyskie często ograniczyliśmy do kontaktów przez internet. Niektórym wystarczają rozmowy i zdjęcia na Facebooku.
Jednak po pewnym czasie  wywołuje to poczucie osamotnienia. A przecież człowiek jest z natury stadny
i w większości przypadków są mu do życia potrzebni ludzie.

Ostatnio przeczytałam , że coraz częściej to się zaczyna zmieniać i powoli otwieramy się na inne myślenie. Zwłaszcza młodzi ludzie z dziećmi. Obchodzony jest np. " Dzień Sąsiada". Organizowane są imprezki, spotkania, festyny czy tzw. wymianki garażowe.
Myślę, że takie pozytywne relacje z sąsiadami są potrzebne i wskazane.
A Wy co myślicie na ten temat?

Obecnie sama mam dzieci i sama jestem "sąsiadką".  Mieszkamy również w bloku, we wspólnocie mieszkaniowej. I muszę powiedzieć, że jest podobnie. Mam świetne sąsiadki na które zawsze mogę liczyć. Zwłaszcza jedną, która mieszka drzwi obok. Pożyczamy sobie wzajemnie to jajka, to mąkę, a ostatnio bardzo pomaga mi przy chłopakach, mogę na nią liczyć, gdy muszę wyskoczyć w ważnej sprawie i zawsze zostanie mi na 15 -20 minut  z dziećmi.
Maks i Mieszko mają fajnych sąsiadów-kolegów i koleżanki i mogliby cały dzień spędzić na zabawach pod blokiem.
A Mieszko po ostatnim grillu bardzo polubił dwa lata młodszą od niego dziewczynkę Adusię i opowiada o niej
z przejęciem i uśmiechem na twarzy :-))) Wcale się nie dziwię, bo Adusia jest przeuroczą małą dziewczynką.

Mieszkamy w blokach, gdzie przeważają  młode rodziny. Nasze dzieci są w podobnym wieku.
Często urządzamy sobie grill czy spotkania na placu zabaw. Dzieci się bawią , a my rozmawiamy, wymieniamy się doświadczeniami.
Tak było również wczoraj. Miło spędzony czas w towarzystwie sąsiadów z dwóch bloków. Nie licząc jednego (sąsiad od psa na balkonie (klik) i (klik), który próbował zepsuć nam spotkanie i wezwał Straż Miejską.
Delikatnie mówiąc, ciężki człowiek z niego i niestety nie jest akceptowany. W zasadzie sam się o to prosił tą historią z psem.
Ale na szczęście to rodzynek i więcej takich sąsiadów nie mamy.

Nie mamy wpływu na to, kto mieszka obok nas, ale zawsze warto zadbać o dobre relacje. Dlatego, gdy zdarzą się nam konflikty, dołóżmy starań, by je zażegnać.

Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl/kobieta-i-zycie/news-zyj-dobrze-z-sasiadami,nId,410493#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Nie mamy wpływu na to, kto mieszka obok nas, ale zawsze warto zadbać o dobre relacje. Dlatego, gdy zdarzą się nam konflikty, dołóżmy starań, by je zażegnać.

Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl/kobieta-i-zycie/news-zyj-dobrze-z-sasiadami,nId,410493#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefo




wtorek, 1 lipca 2014

Zakończenie roku szkolnego i plany wakacyjne


    No i oficjalnie mogę powiedzieć i napisać, że mamy wakacje. W tym roku nie odczuwam ich jakoś szczególnie. Bardziej cieszyłam się z ich nadejścia, gdy pracowałam w szkole. Wtedy zakończenia roku szkolnego i wakacji tak naprawdę nie mogłam się doczekać.

Tym razem zakończenie roku było inne. Dla mnie i dla Maksia. W tym roku uczestniczyłam w zakończeniu roku szkolnego po drugiej stronie. Nie jako pani nauczyciel, ale jako matka ucznia- pierwszoklasisty.

Maksiu na zakończeniu roku był najsmutniejszym dzieckiem w całej sali. Minę miał przez cały czas taką jak na zdjęciach poniżej. Do zdjęcia też musiałam go "zmusić" , żeby miał pamiątkę.
W tym samym dniu niestety dostał mocną reprymendę od taty z jakiegoś powodu, nawet nie pamiętam o co to chodziło i dlatego tak właśnie wyglądał. Zapewne czuł się tak samo jak wyglądał.

W każdym razie, mogę też oficjalnie powiedzieć, że mam już drugoklasistę  w domu. Świadectwo było bardzo dobre, choć uwagę większą podczas wakacji musimy poświęcić na "dbałość, ład i porządek wokół siebie". 
W tej kwestii  pani miała zastrzeżenia :-))

Natomiast język angielski zaliczony na ocenę celującą. I dumna tu jestem bardzo, bo faktem jest, że nauka angielskiego przychodzi Maksowi dość łatwo jak na razie. Zauważyłam, że ma bardzo ładną wymowę i dobrze akcentuje. I oby tak zostało.
Dlatego musimy na to położyć nacisk szczególny i od drugiej klasy zapisać Maksa na dodatkowe lekcje z angielskiego. Trzeba rozwijać mocne strony dziecka :-).

Wracając na koniec do wakacji, to w tym roku raczej nigdzie się nie wybierzemy. Musimy skupić się bardziej teraz na kawiarni i to będą nasze wakacje :-))
Dobrze, ze przynajmniej Maks był na Mazurach ostatnio z Łukaszem, to przynajmniej można powiedzieć, że dziecko coś zobaczyło.





Nieszczęśliwe dziecko bo wakacje się zaczęły