wtorek, 22 lipca 2014

Otwarcie Cafe Mama


 Moi Kochani czytelnicy. Blog nieco ucierpiał. Cafe Mama, go zdominowała i uwaga skupiła się teraz bardziej na niej a mój blogasek spadł na drugi plan. Nawet nie zauważyłam, że za chwileczkę minie 100 tyś wyświetleń.

Otwarcie kawiarni, dogranie wszystkiego, zakupy, oraz trójka dzieci na dokładkę spowodowały, że czasu już było bardzo mało na inne atrakcje a w zasadzie to na atrakcje nie było już siły.

W nocy przed otwarciem spałam zaledwie 2 godziny. Raz, że się strasznie denerwowałam a dwa, że było sporo pracy i przygotowań.
Zmęczenie moje było widać w oczach, co niektórzy wychwycili, ale starałam się być dzielna i opanowana już w dniu otwarcia.

Bardzo dużo pomógł mi mój Łukasz. To on stał za barem i serwował kawę podczas, gdy ja "kręciłam " się po kuchni.

Teraz muszę działać tylko marketingowo, żeby ludzie się o nas dowiedzieli i mam nadzieję że będzie Oki.
Stopniowo wprowadzam dania tak jak niektóre z Was sugerowały, żeby zrobić.

Zaczynam też wprowadzać zajęcia dla dzieci. Znalazłam juz wykwalifikowaną panią do Logorytmiki oraz zajęć z języka francuskiego połączonego z muzyką i śpiewem oraz zajęcia plastyczne, lepienie w glinie.
Myślę że to fajny pomysł.
Pierwsze zajęcia pokazowe - gratis.

Tak, że trzymajcie kciuki Kochani. Wiem, że niektórzy mocno mnie wspierają.
Potrzebne mi to bardzo. Dziękuję.







Moja Latte art :-) 


Kochane sąsiadki :-))
 


Ja w pierwszy dzień. 


Mój Miesiu
 


piątek, 11 lipca 2014

Lekki mętlik i zamieszanie oraz 4 latka Mieszka


   Musicie mi wybaczyć ;-). Trochę zaniedbałam bloga i pisanie postów, ale dużo się dzieje. Muszę wszystko dograć , poukładać i w końcu ruszyć z kawiarnią.

Strasznie się boję tego otwarcia. Żeby wszystko było zapięte na ostatni guzik. Nie wiem jak zrobić z menu, czy od razu wprowadzić na otwarcie wszystko to co chcę żeby było, czy pomalutku dodawać codziennie po jednym daniu?
 Generalnie będą przeważały muffinki (logo kawiarni), ze dwa rodzaje ciasta, gofry, naleśniki na słodko z serem, konfiturą , owocami, pancake`sy - placuszki amerykańskie z syropem klonowym lub konfiturą, to na słodko. A na słono: zupa dnia - i tu krem z cukini, pomidorowa, krem z porów, z groszku, w sumie jest plan aby codziennie była inna jedna Zupa dnia, albo co drugi dzień.
Do tego tarta ze szpinakiem, suszonymi pomidorami i fetą oraz makaron tagliatelle z cukinią i suszonymi pomidorami.

A tak śniadaniowo chcę aby był: omlet, śniadanie po angielsku (jajko sadzone, kiełbaska, warzywa świeże) oraz śniadanie po francusku (chałka lub drożdżówka, konfitura, nutella, masło, owoce świeże).
Do tego świeże soki wyciskane, koktajle owocowe, desery lodowe.
I to chyba tyle.  I nie wiem, czy w dniu otwarcia powinno być już wszystko , czy stopniowo dodawać do karty ?? Jak myślicie? Pomóżcie, bo mam lekki mętlik już w głowie.

A w ogóle to chciałam napisać post o urodzinach Mieszka, które w zasadzie nie odbyły się tak z pompą.
Bo 4 latka Mieszko skończył dokładnie w środę, więc w środku tygodnia. I jako, ze przyszła niespodziewanie babcia z dziadkiem i wujek, pobiegłam i kupiłam "gotowca" - tort. Bo Mieszko był zawiedziony, ze jak to nie będzie dmuchał świeczek jak ma urodziny??

Więc oto Miesiu i jego dmuchanie urodzinowego tortu.

Ps. Przepraszam za naszą ławę :-)) oklejoną, ale jest to jedyna niezawodna ochrona przed różnego rodzaju guzami i rozcięciami.








niedziela, 6 lipca 2014

Między nami sąsiadami


   Od zawsze mieszkałam w bloku, takim z płyty. Pamiętam mnóstwo koleżanek na podwórku pod blokiem, wspólne zabawy, oraz kilka nocy, które spędziłyśmy w rozbitym namiocie pod balkonami.

Pamiętam sąsiadów, ciocie- tak zwracałam się do kilku sąsiadek. Można powiedzieć, że rodzice nasi "zachodzili się". Zdarzały się wspólne imieniny, czy Sylwester. Kiedy któraś z sąsiadek upiekła ciasto, czy rogaliki częstowaliśmy się wszyscy wzajemnie. A gdy zdarzyło się, że mamie brakło mąki, czy cukru sąsiadka nie jeden raz "ratowała".

W naszym mieszkaniu zawsze było dużo dzieci, takie małe przedszkole. Nas czwórka i dzieci sąsiadów. Uwielbiali przesiadywać u nas w domu. Zawsze mama wszystkich częstowała czymś dobrym do jedzenia.
U nas nikt nie był głodny, żadne dziecko sąsiada.

W dzisiejszych czasach takie bliskie stosunki  z sąsiadami to już raczej rzadkość. Zamknęliśmy się w czterech ścianach, a życie towarzyskie często ograniczyliśmy do kontaktów przez internet. Niektórym wystarczają rozmowy i zdjęcia na Facebooku.
Jednak po pewnym czasie  wywołuje to poczucie osamotnienia. A przecież człowiek jest z natury stadny
i w większości przypadków są mu do życia potrzebni ludzie.

Ostatnio przeczytałam , że coraz częściej to się zaczyna zmieniać i powoli otwieramy się na inne myślenie. Zwłaszcza młodzi ludzie z dziećmi. Obchodzony jest np. " Dzień Sąsiada". Organizowane są imprezki, spotkania, festyny czy tzw. wymianki garażowe.
Myślę, że takie pozytywne relacje z sąsiadami są potrzebne i wskazane.
A Wy co myślicie na ten temat?

Obecnie sama mam dzieci i sama jestem "sąsiadką".  Mieszkamy również w bloku, we wspólnocie mieszkaniowej. I muszę powiedzieć, że jest podobnie. Mam świetne sąsiadki na które zawsze mogę liczyć. Zwłaszcza jedną, która mieszka drzwi obok. Pożyczamy sobie wzajemnie to jajka, to mąkę, a ostatnio bardzo pomaga mi przy chłopakach, mogę na nią liczyć, gdy muszę wyskoczyć w ważnej sprawie i zawsze zostanie mi na 15 -20 minut  z dziećmi.
Maks i Mieszko mają fajnych sąsiadów-kolegów i koleżanki i mogliby cały dzień spędzić na zabawach pod blokiem.
A Mieszko po ostatnim grillu bardzo polubił dwa lata młodszą od niego dziewczynkę Adusię i opowiada o niej
z przejęciem i uśmiechem na twarzy :-))) Wcale się nie dziwię, bo Adusia jest przeuroczą małą dziewczynką.

Mieszkamy w blokach, gdzie przeważają  młode rodziny. Nasze dzieci są w podobnym wieku.
Często urządzamy sobie grill czy spotkania na placu zabaw. Dzieci się bawią , a my rozmawiamy, wymieniamy się doświadczeniami.
Tak było również wczoraj. Miło spędzony czas w towarzystwie sąsiadów z dwóch bloków. Nie licząc jednego (sąsiad od psa na balkonie (klik) i (klik), który próbował zepsuć nam spotkanie i wezwał Straż Miejską.
Delikatnie mówiąc, ciężki człowiek z niego i niestety nie jest akceptowany. W zasadzie sam się o to prosił tą historią z psem.
Ale na szczęście to rodzynek i więcej takich sąsiadów nie mamy.

Nie mamy wpływu na to, kto mieszka obok nas, ale zawsze warto zadbać o dobre relacje. Dlatego, gdy zdarzą się nam konflikty, dołóżmy starań, by je zażegnać.

Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl/kobieta-i-zycie/news-zyj-dobrze-z-sasiadami,nId,410493#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Nie mamy wpływu na to, kto mieszka obok nas, ale zawsze warto zadbać o dobre relacje. Dlatego, gdy zdarzą się nam konflikty, dołóżmy starań, by je zażegnać.

Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl/kobieta-i-zycie/news-zyj-dobrze-z-sasiadami,nId,410493#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefo