poniedziałek, 3 listopada 2014

21 miesięcy Miłoszka- krótkie podsumowanie

 
      Mało mnie,  mało. Wybaczcie.  Coraz częściej zastanawiam się nad zamknięciem bloga.
Nie mam czasu na niego. Nie mam pomysłów. Wszystko kręci się wokół kawiarni. Nie chcę pisać o kawiarni bo nie takie było założenie bloga. Dlatego mnie mniej. Wybaczcie.

Ale dziś szybki post podsumowujący 21 miesięcy życia Miłoszka.
 Tyle już ma mój najmłodszy syn.  Prawie dwa lata. Kiedy to zleciało? Nie wiem. Czasem jak tak patrzę na niego i myślę sobie, jak by wyglądało moje, nasze życie bez niego? Źle. Byłoby nie kompletne. Nie byl planowany, ale jest najukochańszym moim synem . Najmłodszym z trzech moich ukochanych synów.
Uwielbia swoich starszych braci. Jest w nich wpatrzony jak w bóstwo. Chodzi za nimi krok w krok i robi wszystko to co oni.
Coraz więcej mówi. Rozgadał się bardzo w ostatnim czasie. Powtarza po chłopakach, po nas. I najważniejsze, że próbuje mówić.  Jego ulubione słowa to: " daj ", "nie ", " am (jeść) ", "dziadziu", oczywiście "mama i tata", "jajo" i zwierzęta:
- muuu -krowa
-beeee - baran
- miał - kot
- ał, ał, - pies
Czyli odgłosy jakie wydają.

Dziaaa -dziuuuu... woła. I jest to takie piękne, takie wyraźne.
Lubi się droczyć. Gdy poproszę go żeby powiedział  " dziadziu" to on mówi "baba", gdy proszę powiedz "tata",  to mówi "mama" i tak cały czas na odwrót. I śmieje się z tego. Mały spryciarz.
 Aaaa i spiewa. Nuci często jakieś piosenki. lalala, itp.



UWIELBIA jeść. Wszystko. Jak tylko słyszy, ze szykuję śniadanie albo kolację dla chłopaków i ich wołam, to jest pierwszy. Wspina się na krzesło i wola "daj am".
Kiedy budzi się rano od razu wstaje. Nie poleży choćby 5 minut w łóżku po obudzeniu się . Wstaje i woła "daj am" i biegnie do lodówki.
Zazwyczaj je na śniadanie płatki z mlekiem (takim pasteryzowanym od krowy), jajo (uwielbia jaja), kanapki rzadko, od czasu do czasu parówkę.
Śmieję się, bo babcia czasem już chowa przed nim jedzenie. Np. pierogi. Potrafi ich zjeść 4-5 na obiad i potem jeszcze poprawić jak przyjdą chłopaki ze szkoły i przedszkola.
Ale to fajnie, ze nie ma z nim problemu żywieniowego. Zobaczymy jak długo to potrwa. Czy potem mu się nie odmieni.
No i słodycze..... Oj bardzo je lubi.






                                    Hahaha , na każdym prawie zdjęciu je . :-)


Jest bardzo uparty. Chyba przejawia już bunt dwulatka, bo jak mu się na coś nie pozwoli, to krzyczy i płacze, próbuje wymuszać. Kładzie się na podłogę i wrzeszczy.
Czasem zdarzy mu się nie złapać tchu z tego płaczu. Pamiętacie jak pisałam o tym kiedyś (tu), że przestał oddychać.? Miał bezdech podczas płaczu. Teraz też się zanosi na dłużej, ale na szczęście udaje mu się złapać oddech. Nie powtórzyła się już taka sytuacja jak wtedy. Ale jestem czujna bardziej jak tylko zaczyna histeryzować i płakać.

Wspina się wszędzie, na krzesło, stół, meble. Spadł kilka razy, rozwalił wargę nabił guza. Ale nie zraża go to i nadal się wspina. Strasznie.
Co jeszcze .... jest wstydliwy zauważyłam. Nawet bardzo. Nie wiem czy to taki wiek teraz, czy taki będzie nieśmiały. Nieraz goście w kawiarni się śmieją, bo jak przyjdzie do mnie i jest dużo ludzi, to potrafi stanąć i obserwować wszystkich przez dłuższą chwilę w bezruchu. Niesamowite to jest.

Jest też bardzo wrażliwy. jak tylko Łukasz na niego nakrzyczy, albo głośniej zwróci uwagę, ze czegoś nie wolno, to zaczyna się rozczulać. Pociąga nosem próbując stłumić łzy i zatrzymać żal. Ale w końcu się rozżali i tak szybko oddycha.

Taki w skrócie jest mój prawie dwulatek. jednym słowem jest Kochany i cudowny. Jak każde dziecko dla swojej mamy.














poniedziałek, 6 października 2014

Czy życie jest sprawiedliwe?


       Nie mogę zasnąć. Leżę, przeglądam i czytam internet, fb, wiadomości. I płaczę.  Ryczę nawet,  mówiąc kolokwialnie .

Śmierć aktorki Ani Przybylskiej zmroziła mnie. Nie mogę pogodzić się z tym co się stało. Nie mogę pojąć, dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe, takie okrutne i zabiera osoby, które powinny żyć jak najdłużej.

Śmierć jest niestety rzeczą pewną. Ale dlaczego umierają osoby takie młode i tak szybko. Matki, które mają dzieci. Małe dzieci.?

Sama mam trójkę dzieci, tak jak Ania Przybylska i dlatego jeszcze bardziej mnie to boli.
Gdybym to ja była na jej miejscu?
Gdybym to ja odeszła teraz? Na zawsze.
Nigdy nie zobaczyłam juz uśmiechów moich dzieci,  nie uczestniczyłabym w ich życiu.
Nie zobaczyłabym jak rosną, jak dojrzewają,  jak się zakochują i mają swoje dzieci.

Nie mogę tego sobie wyobrazić. NIE CHCĘ.
Tylko, że śmierć Ani Przybylskiej pokazuje i uzmysławia nam, że nie wybiera.
Nie czeka, aż wszyscy będziemy starzy i będzie mógł  już nasz czas nadejść.  Nie czeka!  Nie patrzy, że są dzieci, które chcą mieć mamę, chcą żyć z nią, przy niej dorastać !!

A może śmierć właśnie wybiera??  Bierze ludzi, którzy są bardziej potrzebni gdzie indziej, w innym miejscu??
Jeśli tak jest,  to po co najpierw daje?  Daje wszystko. Urodę,  zdolności,  miłość, rodzinę,  pieniądze.
Tylko o zdrowiu zapomina.  Albo je odbiera nagle i z wielkim hukiem.  Tak, że nie ma się szansy na walkę.  Walczymy, ale przegrywamy. Bo kto wygra ze śmiercią??  Prędzej czy później każdy przegra. Ale dlaczego nie później?  Dlaczego?

Bardzo przeżywam zawsze śmierć ludzi. Ale jeszcze nigdy nie było mi aż tak smutno i tak bardzo nie mogłam się pogodzić ze śmiercią jak w tym momencie, gdy zmarła Ania Przybylska.
Nie znałam jej osobiście, tylko z ekranu, ale żal mam ogromny.
Może dlatego, że jestem matką, matką trójki dzieci, tak jak Ona... była?








środa, 17 września 2014

Powróciłam :-))


    Kochani. Żyję.  Jestem ,ale na blogu ostatnio mnie nie ma. Kto śledzi fb Cafe Mama, wie gdzie jestem.
Całymi dniami w kawiarni. Potem wieczorem to nie wiem za co się zabrać. Dom, dzieci, i znów myślenie o kawiarni. Co upiec, jaką zupę dziś ugotować itp.

Mnóstwo, mnóstwo zajęć. Ale nie narzekam. Jest dobrze. Cieszę się z tej mojej pracy.  Tak musi być.
Muszę się poświęcić całkowicie, aby móc potem zbierać plony.

A co u nas ? U dzieci ? Chłopaki chodzą do szkoły , do przedszkola - Maks i Mieszko. Miłoszek często jest ze mną a potem z teściową.
Maks zaczął chodzić na karate, drugi rok.  Jakoś bez większego entuzjazmu rozpoczął te zajęcia pierwsze niedawno, ale mam nadzieję , że się wkręci z powrotem tak jak w zeszłym roku i nie poprzestanie, bo to na pewno mu się przyda.

Zaczął drugą klasę. To już nie przelewki. Komunia w tym roku. Będzie się działo.
Więcej obowiązków, nauki. Ot życie.

Mieszko wrócił do przedszkola. Niby zadowolony jest , idzie chętnie, ale w przedszkolu przed wejściem zaczyna popłakiwać. I tak już trzeci tydzień. Potem jest extra. Pani mówi, że wspaniale się bawi, pięknie je
i śpi. Cud-miód. Tylko te rozstania go tak "rozmiękczają".

A Miłoszek.? Miłoszek jest kochany. Rośnie, jest coraz mądrzejszy. Krok w krok chodzi za swoimi braćmi. Świata za nimi nie widzi. Rano jak tylko widzi, że się zbierają do wyjścia do szkoły, to biegnie po swoje buty
i woła po swojemu, że chce wychodzić.

Mówi słabo. Coś tam po swojemu. "Daj" i " nie" to jego ulubione słowa.
Ale za to jak pięknie śpiewa. Mówię Wam piosenkarz mi rośnie jak nic.
"lalalala, nananana, nyyyynynyyyny" - tak pięknie sobie nuci. I jak tylko mu powiem, Miłoszku, jak pięknie śpiewasz, zaśpiewaj jeszcze.  To uśmiecha się od ucha do ucha i zaczyna śpiewać dalej.
Mały piosenkarz. :-))
Wspina się niemiłosiernie wszędzie, na krzesło, potem z krzesła na stół, albo na parapet. Katastrofa. trzeba uważać. Ale chłopaki zawsze są czujni i jak tylko Miłosz jest w niebezpiecznym miejscu, na parapecie np.
to Mieszko woła: - Tatoooooooo, ratunkuuuuu, trzeba ratować Miłosza.

Tak się braciaki o siebie wzajemnie martwią :-)) Jest fajnie. Bardzo fajnie. 

Na koniec chciałam Wam pokazać kilka zdjęć naszych  i nie mam . Nie mam aktualnych zdjęć moich synów.
Więc wklejam kilka fotek z końca sierpnia, kiedy to udało nam się wyrwać na długi weekend wspólnie.

Pozdrawiam was ciepło.